Tej nocy patrzyłam, jak udziela nam ślubu przy stole i po raz pierwszy zobaczyłam w nim postać, a nie mojego męża. Każde jego słowo zdawało się powtarzane.
Następnego ranka Melissa zadzwoniła z nowymi informacjami o spółce-wydmie utworzonej niecały rok temu, która otrzymywała przelewy z naszych wspólnych aktywów pod podpisem, który wyglądał na mój, ale nim nie był.
„Mówisz, że sfałszował mój podpis?” – zapytałem, a w moim głosie słychać było lekką pewność siebie.
„Mówię, że teraz mamy powód, żeby zadawać poważne pytania” – odpowiedziała spokojnie.
Do południa pojawiło się więcej dowodów, w tym zmiany w ubezpieczeniu na życie, ukryte wypłaty i schematy bezpośrednio powiązane z moimi tantiemami za książkę. Każde odkrycie sprawiało, że jego oszustwo stawało się coraz bardziej oczywiste i celowe.
W poniedziałek rano Julian mimochodem wspomniał, że pod koniec tygodnia będzie podpisywał dokumenty. „To tylko rutynowe planowanie” – powiedział, krojąc owoce z niezwykłą precyzją.
Skinęłam głową i zapytałam, czy muszę się ubrać elegancko, chociaż w głębi duszy rozumiałam korzyści płynące z powściągliwości.