Thomas wrócił po dekadach, napędzany potrzebą naprawy, zrozumienia, być może uznania. Słuchaliśmy go, rozdarci między współczuciem a lojalnością wobec tego, który nas wychował.
Decyzja nie była łatwa, ale była jasna: nie mógł zostać. Niektóre rany, nawet stare, nie są gotowe na ponowne otwarcie.
Odszedł bez rozgłosu. Bez gniewu. I drzwi zamknęły się za przeszłością, która znów musiała pozostać w cieniu.
Najbardziej niedoskonała… i najcenniejsza kolacja